11 kwietnia 2018

42 włoskie fakty o mnie, na moje 42 urodziny

Z racji tego, że nie przychodzi mi do głowy sensowny pomysł, postanowiłam napisać podobny artykuł do zeszłorocznego, z tą różnicą, że w tym roku o jeden fakt więcej i wszystko związane będzie z Italią. To niepowtarzalna okazja, by mnie lepiej poznać! 
Właśnie dzisiaj jest ten dzień, kiedy kończę 42 lata. Niektóre kobiety płaczą, a ja ze stoickim spokojem przejmuje następny rok w moim dowodzie. Czuję się, że jestem w najlepszym okresie mojego życia i bardzo się z tego cieszę! Nie chcę być młodsza! Jest mi z tym dobrze.
No to zaczynamy.






1. Do Włoch przyjechałam 22 lata temu, miałam niecałe 20 lat. Młodziutka byłam, nie powiem głupiutka, bo zawsze wiem, co robię. Żyję we Włoszech już więcej niż w Polsce. Pisałam o tym tutaj.
2. Powodem nie była fascynacja tym krajem (w tamtym momencie jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy), a pewien Włoch.
3. Nasza miłość trwa już 23 lata. Raz jest dobrze, raz jest źle, ale które dobre małżeństwo żyje w miodzie ? W każdym razie do tej pory nie zmieniłabym mojego wyboru:-)
4. Może o tym nie wiesz, ale mój mąż nie jest rodowitym Włochem — tata Włoch, mama Polka, a on urodził się pod Paryżem. Mieszkał 1 km od miejsca, gdzie spadł kilkanaście lat temu Concorde.
5. Gdy przyjechałam do Włoch, nie mówiłam po włosku. Z mężem rozmawialiśmy po francusku. Nasza miłość nie była epistolarna. Mąż urodził się we Francji (do tej pory mówimy obydwoje bardzo dobrze po francusku), nie umiał pisać po francusku (do Włoch wyemigrował, gdy miał 4 lata). Znaleźliśmy na to pomysł, wysyłaliśmy sobie kasety magntefonowe w języku francuskim. Do tej pory mamy te kasety.
6. Pierwszą piosenkę, która zadedykował mi mąż to Una canzone per te zespołu 883 - oczywiście słuchałam ją po raz pierwszy na kasecie. Do tej pory mam sentyment do ich muzyki.
7. Muzyka, której słucham, zależy od mojego nastroju, lubię różne gatunki muzyki – rock, pop, muzyka klasyczna. Kto mnie śledzi na Facebooku to wie, że uwielbiam U2. Już się cieszę na tegoroczny koncert w Mediolanie(bilety oczywiście już zakupione !!!). Z włoskiej muzyki słucham: Vasco Rossi, Biagio Antonacci, Bandabardo(usłyszałam ich po raz pierwszy 15 lat temu w barze w Vernazza), RondoVeneziano. W tym roku byłam na koncercie Biagio Antonacci, jestem zachwycona.
8. Moją pierwszą pracą we Włoszech była praca w restauracji. Za pewno wielu z Was pomyśli, przez to na blogu kuchnia. Nie prawda. Moja fascynacja kuchnią jest już od małego, zawsze lubiłam zaglądać do garnków. Mama jest wspaniałą kucharką.
9. Do tej pory robiłam już wiele rzeczy, od restauracji do pracy w biurze, miałam nawet przez 5 lat własną firmę.
10. W tym momencie jestem tutto fare(sekretarka, księgowa, manager) w firmie męża.
11. Języka włoskiego nauczyłam się sama. Jestem samoukiem. Na temat mojej nauki języka możecie poczytać u Beaty, udzieliłam na ten temat wywiadu.
12. Włoski styl życia to zdecydowanie styl, który mi odpowiada. Niektórzy nie znoszą popołudniowej sjesty, a dla mnie to coś, co uwielbiam praktykować ! Uwielbiam to, że można spotkać się z rodziną w porze obiadowej. 
13. Może to Cię zaskoczy, ale nie wypijam litrów włoskiego espresso. Kawę piję raz dziennie, no dobrze – dwie. Moim uzależnieniem jest jednak herbata! Najlepiej Earl Grey! Koniecznie do śniadania. To wszystko nie oznacza, że nie lubię pójść do włoskiego baru na espresso. 
14. Za to jestem dużą fanką pasty, bez tego nie mogłabym już żyć. Choć nie lubię tego stereotypowego słowa, mogę się przyznać, stałam się makaroniarką Wiele razy spotkałam się z takim stwierdzeniem, że Włochy to tylko makarony. To prawda, że na obiad Włosi jedzą makaron.Ale jeśli ktoś makaronu nie lubi, może zjeść przystawkę i coś z drugiego dania. Kocham kuchnię włoską za jej różnorodność! 
15. We Włoszech nauczyłam się czerpać przyjemność z jedzenia, wcześniej po prostu była to dla mnie jedna z wielu czynności, które trzeba wykonać, żeby przeżyć i dobrze się czuć. Włosi nauczyli mnie, że jedzenie to coś więcej niż przyjmowanie pokarmu, że jedzenie może stać się pasją. Nauczyli mnie także czegoś, czego moim zdaniem bardzo brakuje w Polsce: to, że dobra kuchnia to szybka kuchnia, że nie trzeba stać godzinami przy garach, skoro można przygotować coś pysznego w krótkim czasie. 
16. Nigdy nie byłam na żadnej diecie. Uwielbiam jeść! Kuchnia włoska stała się moja ulubioną. Staram się zdrowo odżywiać, ale wiadomo, że różnie z tym bywa. Ograniczam jednak bardzo niezdrowe jedzenie (fast foody, słodycze czy chips). 
17. Stałam się fanką sezonowego jedzenia...oprócz pomidorów, które muszą być zawsze w mojej kuchni.
18. Nigdy nie interesowała mnie piłka nożna. Chcąc nie chcąc wiem na ten temat sporo. Zawsze się śmieje z tego, mąż mówi do mnie na ten temat dużo, chcąc nie chcąc przez to wiem prawie wszystko. Byłam nawet kilka razy na meczu Juventusu. 
19. Zawsze byłam punktualna. Nie lubiłam się spóźniać. Dostawałam szał, jeżeli mam się spóźnić nawet 5 minut. We Włoszech zmieniłam się, inaczej dostałabym fioła. Najciekawszym faktem stało się to, że najbliżsi znajomi stali się przeze mnie punktualni. Gdy spóźnię się kilka minut, dzwonią po mnie. 
20. Moje prawo jazdy zrobiłam już na obczyźnie, może przez to nie sprawa mi problemu jazda we Włoszech. Mówi się, że Włosi są fatalnymi kierowcami, a większość samochodów w tym kraju miała wypadek. Wszyscy narzekają na Włochów za kierownicą, a ja uważam, że są wspaniałymi kierowcami. Sama powoli zaczynam zapominać o kierunkowskazie. 
21. Przez to, że spędziłam dużo czasu za kierownicą, znam lepiej rejony mojego regionu niż mąż. 
22. W Polsce w dowodzie czy paszporcie nie miałam dwóch imion, We Włoszech zostałam tym uraczona. W gminie, przy meldunku spisują dane z aktu urodzenia — moje obecne dane w dowodzie włoskim to Renata Wioletta Pawlowska. Włosi twierdzą, iż np. przyjmowanie nazwiska męża po ślubie to zwyczaj seksistowski. Włoskie przepisy nie pozwalają na zmianę nazwiska po ślubie, więc jeśli pobieracie się we Włoszech, nie będziesz mogła przyjąć nazwiska męża. 
23. Gdy we Włoszech rozmawiasz głośno, nie znaczy się, że się kłócisz. Sama mówię podniesionym głosem. Z kim przestajesz, takim się stajesz. Powiedzenie to bardzo trafnie określa realia mojej rzeczywistości. 
24. To samo dotyczy gestykulacji, nawet rozmawiając, przez telefon gestykuluje. Często śmieje się sama z siebie.
25. Wielu znajomych we Włoszech mówi na mnie zingara (cyganka) ze względu na moje podróże. 
26. Moim ulubionym miejscem w moim regionie jest Pellestrina - wyspa laguny Weneckiej. Jeśli mam się gdzieś zestarzeć, to na pewno tam. Nawet jeden dzień spędzony na Pellestrinie mnie resetuje.
27. Moim ulubionym miastem jest Wenecja, którą uważam, że znam bardzo dobrze. Ile razy tam byłam ? Ciężko powiedzieć, może przekroczyłam już setkę, a nawet więcej (wiem, wiem szczęściara ze mnie !) Ciężko w to uwierzyć, ale kiedyś nie byłam fanką tego miasta. Gdy mam gości, każdy chce ze mną tam jechać. Zawsze ten sam szlak. Ta sama nuda. Przez to miałam dość. Przez blog odkryłam to miasto na nowo, teraz uważam, że to jedno z piękniejszych miast na świecie. Zmieniłam moje zdanie. 
28. Do tej pory najwięcej razy byłam w Toskanii, następnie w Marche i Apulii. Ale to Marche skradły moje serce. Jeśli jeszcze nie byłeś — polecam!!! 
29. Nie byłam w 2 regionach włoskich Molise i Aosta. 
30. Mój sposób podróżowania zmienił się bardzo w ciągu kilku ostatnich lat. Właściwie to ja się zmieniłam. Zawsze miałam plan, listę miejsc do zobaczenia — bieganie od rana do wieczora. Rozumiem tych, którzy żartują, że po powrocie z wakacji potrzebują drugiego urlopu, by odpocząć. Ja też wracałam zmęczona. Doszłam do wniosku, że i tak nie zobaczę wszystkiego, przestałam gonić. Wolę posiedzieć przy stoliku z lampką wina i poobserwować ludzi. Chce poczuć klimat miejsca, w którym jestem. Stawiam na jakość, a nie na ilość. 
31. Przez to nigdy na moim blogu nie znajdziesz opisanego miejsca, w którym nie byłam. Ja muszę pobyć, poczuć i posmakować.
32. Życie na emigracji kojarzy się nam z przygodą i z czymś nowym, oryginalnym. Życie w obcym kraju to nie tylko fajna przygoda, ale i niezła szkoła życia. Nowe środowisko, nowi ludzie, nierzadko obcy język, nieznane obyczaje i dziwna mentalność. Niektórym osobom przestawienie się na życie w innym kraju przychodzi łatwo, innym z dużym trudem. Ci pierwsi od euforii i zachłyśnięcia się szczęściem z przebywania w Italii, przechodzą w stabilną, pogodną normalność. Ci drudzy, walczą bez ustanku jak z wiatrakami, z tym, co nowe, niezrozumiałe i inne. Walczą z trudnościami i często niepotrzebnie buntują się przed nieuniknionymi problemami życia codziennego każdego emigranta we Włoszech. Tego właśnie nie robię. Przestałam porównywać Włochy do Polski i odwrotnie. Stwierdziłam, że nie ma takiego sensu. 
33. Przez długi czas walczyłam z włoską mentalnością, w końcu stwierdziłam, że nie ma sensu psuć sobie zdrowia. Ostatnio doszłam do wniosku, że mój mąż stał się bardziej polski, a ja bardziej włoska. 
34. W zeszłym roku moja przyjaciółka stwierdził: "Ty już nie mogłabyś mieszkać w Polsce". Italia pochłonęła mnie w całości, a ja pozwoliłam się porwać świadomie i nieodwracalnie. 
35. Czego nauczyłam się we Włoszech ? I co podoba mi się najbardziej. Oprócz klasyk i (krajobrazy, kuchnia itp.) Na pewno tego, ze Włosi bagatelizują wszystko i nie przejmują się każdą pierdołą. Nie obrażają się na siebie wieki. Potrafią się sami śmiać z siebie.
36. Z włoskiego życia mało co nie lubię, przyzwyczaiłam się prawie do wszystkiego. O tym, co mnie irytuje możesz poczytać tutaj. 
37. Lubię otwartość we Włoszech. Włosi nie są zamknięci w sobie. 
38. Z przyjaźniami bywa różnie. Wprawdzie przyjaźnie w życiu dorosłym to nie to samo, co z lat szkolnych, ale niestety do prawdziwej przyjaźni potrzeba dużo cierpliwości. W związku z tym, przy odrobinie cierpliwości, kapce trudności i kilku latach wytrwałości, można znaleźć bratnią duszę we Włoszech. 
39. Stałam się cierpliwa. Włochy wymuszają to w Tobie. 
40. Od kilku lat z mężem budujemy nasz dom z kamienia. Marzy mi się, że kiedyś będę tam prowadziła moje warsztaty kulinarne. 
41. Z tego względu wiem co to za nerwy i koszty odnowy starego domu, dlatego rozmieszają mnie niektóre artykuły o nieruchomościach w Italii za 2.000 euro. A co po tym ? Dlatego na moim fanapegu nigdy nie udostępnię takiego artykułu, nie lubię wprowadzać moich czytelników w błąd. 
42. A na koniec rzecz, którą nauczyłam się w ciągu kilku ostatnich lat, prosta filozofia życiowa – jak coś się nie mieści w głowie, to trzeba mieć to gdzieś.

Spodobał Ci się tekst? Teraz czas na Ciebie. Będzie mi miło, jeśli zostaniemy w kontakcie:
  • Odezwij się w komentarzu, dla Ciebie to chwila, dla mnie to bardzo ważna wskazówka.
  • Bądźmy w kontakcie, polub mnie na Facebooku lub google+. Codziennie nowe zdjęcia, inspiracje, ciekawe informacje.
  • Dołącz do mojej grupy Włochy po mojemu.

Pozdrawiam

Renata

Share:

17 komentarzy

  1. Nie mieszkam w Italii ale kocham ten kraj, bardzo podoba mi się region Marche (byłam w San Benedetto del Tronto, Loreto, Ankona, Portonovo) i bardzo lubie Biagio Antonacci.
    Wszystkiego najlepszego na kolejne 42 lata i więcej 😍
    Pozdrawiam serdecznie, Barbara 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam bratnią duszę.
      Dziękuję bardzo 😉


      Pozdrawiam serdecznie


      Renata

      Usuń
  2. Fajnie sie czytało:) Punkty 18 i 37 sie powtarzają:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zauważyłam i myślałam co zmienić :-)

      Pozdrawiam serdecznie

      Renata

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego, ja też nie narzekam na wiek. Jest dobrze, najważniejsze to być młodym duchem. Wiele punktów nas łączy. Auguri!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w pełni 😉

      Pozdrawiam serdecznie


      Renata

      Usuń
  4. swietny wpis, przeczytałam jednym tchem:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy post! Jeszcze raz sto lat, Renata :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystkiego najlepszego. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle świetnie napisane. Wszystkiego najlepszego !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało.
      Dziękuję bardzo 😉


      Pozdrawiam serdecznie

      Renata

      Usuń
  8. Dopiero dziś przeczytałam Twoją autoprezentację, dużo o sobie napisałaś z włoską otwartością i dowcipnie. Piszesz, że nie od razu byłaś zakochana we Włoszech, że trzeba było czasu, żebyś doceniła piękno Wenecji, jak widać, lata Twojego ponad dwudziestoletniego zamieszkania we Włoszech, zaowocowały dojrzałym uczuciem i piękna Italia znalazła miejsce w Twoim sercu i pewnie możesz powiedzieć, że czujesz się tu jak u siebie. Myślę, że to co robisz od jakiegoś czasu, mam na myśli Twoją aktywność w Necie, pisanie postów, założenie strony na FB, dzielenie się wiedzą i przeżyciami to wszystko bardzo zbliżyło Cię do Italii i wiązać będzie coraz bardziej. W pięknym stylu odkrywasz Italię dla nas- czytelników, podróżników, zakręconych na punkcie Italii. Doceniam Twoją ogromną pracę, chętnie czytam twoje teksty, szczególnie te związane z kuchnią włoską, podziwiam piękne zdjęcia z podróży. Pozytywnie zaskakujesz ciągłymi zmianami i nowościami, ostatnio relacją na żywo z Waszej ulubionej miejscowości Pellestrina( mam ochotę odwiedzić to miejsce).Życzę ciągłego podążania za pasją, olśnień, zachwytów i podróżniczych przygód. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga.

Kalejdoskop Renaty